W tym odcinku vloga „W garniturach” mec. Dawid Pietrzak wyjaśnia, na czym polega mechanizm wyzysku frankowiczów przez banki w związku z pobieraną marżą.

W różnych publikacjach, jak również w toku procesów sądowych banki twierdzą, że nie odnoszą żadnych korzyści z faktu udzielania kredytów frankowych oraz ze wzrostu kursu franka szwajcarskiego i związanego z nim wzrostu zadłużenia kredytobiorców w złotówkach.

Banki argumentują, że w celu udzielenia kredytów frankowych same musiały zaciągnąć zobowiązania we franku szwajcarskim i muszą je spłacać we franku.

Banki twierdzą, że zmiany kursu franka i związany z tym wzrost zadłużenia kredytobiorców nie wpływają na wzrost przychodów banków. Wskazują, że za większe kwoty rat kredytów w złotówkach muszą kupić tę samą liczbę franków, które muszą zwrócić na rynku międzybankowym. Bankom nie zostaje zatem w portfelu żadna korzyść finansowa.

Tak zręcznie skonstruowana argumentacja, która nota bene znajduje swoje uznanie w wielu uzasadnieniach wyroków sądowych, ma na celu odwrócenie uwagi od tego, na czym w rzeczywistości polegają korzyści finansowe banków związane z kredytami frankowymi. Argumentacja taka może trafić na podatny grunt w stosunku do odbiorców, którzy nie mają wiedzy co do tego, na czym polega korzyść banku z tytułu udzielenia kredytów frankowych.

Z argumentacją banków można zgodzić się o tyle, że nie zarabiają na samym fakcie wzrostu wartości kapitału wyrażonego w złotówkach. Jeżeli zatem udzielony kapitał kredytu w kwocie 500.000 zł powiększył się wraz ze wzrostem kursu franka do 1.000.000 zł, to ten fakt sam w sobie nie powoduje korzyści dla banku, ponieważ bank musi zwrócić swoim wierzycielom wartość danej liczby franków szwajcarskich.

Jednakże tego rodzaju argumentacją banki odwracają uwagę od tych aspektów kredytów frankowych, na których banki generują ogromne przychody.

Bez względu na to, z jakim kredytem mamy do czynienia – złotówkowym, indeksowanym czy denominowanym, główne wynagrodzenie banków stanowi marża banku wyrażona w procentach. W przypadku kredytów frankowych była to marża na poziomie od 1 do 3%. Na część odsetką każdej raty kredytu zawsze składa się LIBOR lub WIBOR oraz marża banku.

Weźmy na przykład kredyt zaciągnięty przez p. Pietrzaka na 500.000 zł z marżą banku na poziomie 2%. Ile zarabia rocznie bank udzielając p. Pietrzakowi kredytu? 10.000 zł.

Pan Pietrzak spłacając kredyt systematycznie zmniejsza kwotę kapitału, od którego bankowi należne jest wynagrodzenie, a zatem np. po 5 latach spłaty kredytu bank otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 2% od 450.000 zł.

A teraz zastanówmy się czy aby na pewno bank uzyskuje analogiczne wynagrodzenie w przypadku kredytów frankowych? Nic bardziej mylnego. Jeżeli bank udzielił kredytu frankowego Panu Pietrzakowi w 2008 r. na kwotę 500.000 zł po kursie 2 zł za CHF, to w momencie wzrostu kursu franka do 4 zł i związanego z tym wzrostu zadłużenia do 1.000.000 zł, bank pobiera marżę 2% od 1.000.000 zł, a nie od 500.00 zł.

W konsekwencji, na tym samym kredycie bank nie zarabia 10.000 zł rocznie, lecz 20.000 zł rocznie. Oznacza to, że banki zarabiają na kredytach frankowych blisko dwa razy więcej niż na kredytach złotówkowych.

Jest to pierwszy aspekt problematyki kredytów frankowych, który stanowił przyczynę tak intensywnej i agresywnej akcji sprzedażowej kredytów frankowych i zepchnięcia oferty kredytów złotówkowych na margines. Banki udzielając kredytów na określoną kwotę tym samym kredytobiorcom zarabiają na kredytach frankowych blisko dwukrotnie więcej niż udzielając kredytów na tę samą kwotę w złotówkach.

Najbardziej oburzającą konkluzją tych wniosków, jest to, że czym bardziej wzrasta kurs franka i czym bardziej pogarsza się sytuacja kredytobiorców, tym banki więcej zarabiają. Tak jak kredytobiorcy frankowi wypatrują spadku kursu franka, tak zarządy banków „modlą się” o jego wzrost, ponieważ zyski banków będą rosły.

Czy taka konstrukcja umowy kredytowej jest uczciwa? Czy mnożenie zysków przez banki, nierzadko na dramacie ludzkim, powinno podlegać ochronie prawnej..? Odpowiedź wydaje się oczywista.