Dlaczego ugoda z bankiem nie jest możliwa? W tym tekście wyjaśnię Państwu z jakiego powodu ugoda z bankiem w sprawach frankowych nie jest możliwa. Na przeszkodzie zawarcia ugody z bankiem stoją dwie kwestie – zbyt wysokie roszczenia kredytobiorców oraz ryzyko banku upublicznienia zawarcia ugody z bankiem przez kredytobiorcę. Aby zrozumieć pierwszy powód przypomnijmy sobie kredyt p. Mariana z lipca 2008 r. na 500.000 zł, o którym wspominałem w poprzednich artykułach. Pan Marian pozywając bank walczy o 615.000 zł w przypadku unieważnienia umowy kredytowej lub ok. 475.000 zł w przypadku odfrankowienia kredytu. Jakakolwiek propozycja ugody ze strony banku, aby mogła być realnie brana pod uwagę musiałby przewidywać redukcję zadłużenie o co najmniej 300.000 zł i pozostawienie oprocentowania opartego na LIBOR. Dla Banku natomiast dobrowolna redukcja zadłużenia o kwoty takich rozmiarów nie jest możliwa z wielu względów. W nielicznych przypadkach, kiedy banki w ogóle proponowały ugodowe załatwienie sprawy, redukcja zadłużenia dotyczyła kwot rzędu kilku-kilkunastu tysięcy złotych. Najdalej posuniętą propozycją redukcji zadłużenia, z którą spotkałem się w praktyce, była propozycja szwedzkiego banku redukcji zadłużenia o 30%, i to tylko dlatego, że bank ten zamierza wycofać się z polskiego rynku, przy czym dla mojego klienta oznaczało to zmniejszenie zadłużenia o ok. 1.000.000 zł. Nie przyjęliśmy tej propozycji. Generalnie różnica pomiędzy tym, o co walczą frankowicze, a tym, co mógłby dobrowolnie „przełknąć” bank, jest zbyt ogromna. No tak, ale można powiedzieć, że przecież kiedy bank przegra to i tak będzie zmuszony zapłacić, więc z jego perspektywy bez sensu jest prowadzić taki proces. Banki jednak rozumują inaczej, ponieważ dla banku inne znaczenie finansowe ma zapłacić daną kwotę dzisiaj, niż zapłacić tę samą kwotę za 4 lata. Przez 4 lata bank może tą kwotą obracać i czerpać z niej zyski. Ma to też znaczenie dla płynności finansowej banku, jak również dla przestrzegania zasad adekwatności kapitałowej. Bankom zależy również na jak najdalej posuniętym rozłożeniu w czasie przegranych z frankowiczami, ponieważ dzięki temu będą w stanie finansować związane z tym straty z bieżącej działalności operacyjnej. Na koniec pozostawiłem najważniejszy powód, dla którego banki nigdy nie zawrą ugody na korzystnych dla frankowicza warunkach. Co by się stało, gdyby bank zawarł ugodę z p. Marianem, na podstawie której zredukowałby zadłużenie chociażby o 50%, a następnego dnia ukazała się o tym informacja w mediach? Dzień później przed tym bankiem ustawiłaby się kolejka kredytobiorców, którzy również zażądaliby redukcji zadłużenia. W kolejce tej ustawiliby się również Ci kredytobiorcy, którzy nigdy nie wytoczyliby procesu sądowego bankowi. Gdybym miał kredyt frankowy w banku i dowiedziałbym się, że dobrowolnie zredukował zadłużenie kredytobiorcy posiadającemu podobny kredyt, to pierwsze co bym zrobił, to poszedł do tego banku i również zażądał redukcji, a gdyby mi odmówiono, byłbym tak zgorszony, że od razu skierowałbym sprawę do sądu. I tak zrobiłyby tysiące osób. Czy jakiś bank podjąłby ryzyko takiego domina? Oczywiście, że nie. Banki posiadają portfele kredytów frankowych liczone w miliardach złotych i żaden bank nie jest w stanie zredukować zadłużenia wszystkim kredytobiorcom, a zwłaszcza w krótkim okresie czasu. W konsekwencji nie ma możliwości zawarcia ugody z bankiem. Podobnie, bezcelowa jest zdarzająca się niekiedy praktyka kierowania przez sądy spraw frankowych do mediacji. Mediacja nie ma realnych szans na doprowadzenie do ugody, lecz może co najwyżej świadczyć o niezrozumieniu istoty sprawy. Mediacja jest na rękę bankom, ponieważ jedynym jej rezultatem jest dodatkowa przewlekłość postępowania.